Historie Miasteników

Historia Marty

Marta, 42 lata – samotna mama walcząca o siebie i syna

Na co dzień staram się dbać o siebie i o mojego syna, choć los postawił przede mną ogromne wyzwania. Samotnie wychowuję dziecko i od kwietnia 2019 roku zmagam się z miastenią gravis – autoimmunologiczną chorobą, w której przeciwciała atakują receptory w mięśniach, prowadząc do ich osłabienia i szybkiego zmęczenia. Nawet najprostsze czynności mogą stać się ogromnym wyzwaniem.

Choroba całkowicie zmieniła moje życie. Od momentu diagnozy przeszłam wiele trudnych zabiegów: usunięcie grasicy, liczne plazmoferezy oraz terapie immunoglobulinowe. Moja miastenia jest lekkooporna i seropozytywna, co sprawia, że leczenie jest szczególnie trudne i wymaga ciągłego poszukiwania nowych rozwiązań.

Przechodzę naprawdę ciężkie momenty – zdarzają się dni, kiedy mam poważne problemy z mówieniem, połykaniem i chodzeniem. Korzystam z domowego wspomagania wentylacji – bez tego urządzenia prawdopodobnie nie mogłabym samodzielnie oddychać.

Najbardziej frustrujące jest to, że na pierwszy rzut oka często nie widać mojego cierpienia. Miastenia działa jak kameleon – zmienia objawy z godziny na godzinę, czasem nawet z minuty na minutę. Wyglądam „normalnie”, a w środku walczę o każdy ruch i oddech.

Mimo wszystkich tych trudności staram się zachować optymizm. Każdy dzień to nowa walka, ale nie poddaję się. Robię wszystko, by być jak najlepszą mamą dla syna i by choroba nie odebrała mi radości z życia. Uczę się na nowo cierpliwości, wdzięczności za małe rzeczy i doceniania wsparcia bliskich oraz naszego Stowarzyszenia „Kameleon”. Tutaj wiem, że nie jestem sama – są ludzie, którzy naprawdę rozumieją, przez co przechodzę.

Z całego serca,
Marta ❤️

Historia Eweliny

Mam na imię Ewelina, jestem spełnioną żoną, mamą, księgową, lektorem i instruktorem nordic walking

Na co dzień jestem niepoprawnym optymistą, kocham ludzi, rzeczy niemożliwe nie istnieją dla mnie. Moją życiową pasją były kijki (potrafiłam w ciągu tygodnia przejść na nich kilkadziesiąt kilometrów), byłam społecznikiem. Nigdy nie zwalniałam tempa i nie oglądałam się za siebie. Dostałam pstryczek od losu w okolicy czterdziestych urodzin. Infekcja wirusowa oraz śmierć mojej serdecznej przyjaciółki rozłożyły mnie na łopatki. Trafiłam na Oddział Neurologiczny z wstępnym rozpoznaniem – rdzeniowy zanik mięśni. Okazało się, że moim prezentem na okrągłe urodziny jest myasthenia gravis. Pierwsze objawy choroby dały o sobie znać po urodzeniu dziecka w roku 2013, infekcja w roku 2020 odpaliła miasteniczny lont. Kiedyś byłam turbo aktywna, teraz stałam się całkowicie zależna od bliskich i dalszych. Wcześniej pokonywałam kilometry o własnych siłach bez zadyszki, teraz trzy metry do łazienki nierzadko czołgam się godzinę. Mam chwile lepsze i gorsze. Tych gorszych jest niestety więcej z powodu miastenii o ciężkim przebiegu. Mam za sobą dwa poważne zaostrzenia miasteniczne, ale ciągle walczę. W piekle podobno się mnie boją, a w niebie jeszcze nie potrzebują. W dalszym ciągu uśmiecham się do świata, choć czasem mięśnie twarzoczaszki nie współpracują 🙂

Historia Moniki

Nazywam się Monika. Od 20 lat choruję na Miastenię Gravis

Codziennie zmagam się z objawami choroby, która wywołuje szereg dolegliwości utrudniających codzienność. Często powoduje nie tylko dyskomfort fizyczny, lecz także psychiczny co w rezultacie przeklada się na codzienność i prowadzi do wycofania. Przez tak długi czas w chorobie nabiera się pewnej odporności psychicznej aby przetrwać kolejny dzień … dla mnie każdy bez bólu to dobry dzień.

♡ Monika

Historia Małgorzaty

Małgorzata, 49 lat – kochająca żona i dumna babcia

Moja droga z miastenią gravis zaczęła się około 15 lat temu i do dziś pamiętam to uczucie bezradności… Z dnia na dzień traciłam siły przy najprostszych czynnościach, które kiedyś były oczywistością. Prawej ręce nagle przestało mi się chcieć słuchać, powieki opadały tak ciężko, że oczy nie chciały się otwierać. To trwało latami – walczyłam, tłumaczyłam sobie, że to zmęczenie, że „jakoś minie”… Ale nie mijało.

Dopiero kiedy zaczęłam leczyć kręgosłup (mam kilka bolesnych przepuklin), lekarze odkryli prawdę. Okazało się, że mam miastenię gravis – podstępną, przewlekłą chorobę autoimmunologiczną, która osłabia i męczy mięśnie szkieletowe. Paradoksalnie, leki na kręgosłup zaostrzyły objawy tak mocno, że wreszcie postawiono diagnozę. To był moment ulgi i jednocześnie ogromnego strachu.

Od siedmiu lat żyję z tą chorobą – dzień po dniu, czasem z nadzieją, czasem z łzami w oczach. Są dni, kiedy budzę się i czuję, że mogę wszystko – mam siłę, chęć, radość z małych rzeczy. Ale niestety częściej przychodzą te drugie… dni, kiedy ciało po prostu odmawia posłuszeństwa i nie pozwala mi żyć tak, jak marzę: jak żona, jak babcia, jak kobieta pełna energii.

Nauczyłam się już wyczuwać pierwsze sygnały – to ciche „stop”, które mówi: „Małgosiu, połóż się, odpocznij, nie walcz na siłę”. Bo wiem, że forsowanie tylko pogarsza sprawę. Ogromnie cieszy mnie każdy dzień, kiedy po godzinie 12:00 mogę w miarę normalnie funkcjonować – bo bywa, że mój dzień kończy się już w południe… Nawet siedzenie męczy, leżenie nie daje ulgi, nogi jakby nigdy nie chciały prawdziwie odpocząć.

Pogoda potrafi mnie całkowicie rozłożyć, a najgorsze są te „spięcia” – tak je nazwałam… To fale bólu i całkowitego paraliżu: nie mogę chodzić, podnieść rąk, normalnie funkcjonować. Czuję się wtedy taka bezsilna, taka zamknięta we własnym ciele.

Ale mimo wszystko nie poddaję się. Bo mam dla kogo żyć – dla męża, dla wnuków, dla rodziny. Każde przytulenie, każdy uśmiech wnuczki daje mi siłę, żeby walczyć dalej. Miastenia nauczyła mnie słuchać siebie, doceniać każdy dobry moment i nigdy nie tracić nadziei.

Dziękuję wszystkim, którzy są obok – rodzinie, przyjaciołom i naszemu Stowarzyszeniu „Kameleon”. Tutaj czuję się zrozumiana, nie jestem sama ze swoimi lękami i zmaganiami. Razem jesteśmy silniejsi. ❤️

Z całego serca,
Małgorzata

Historia Aleksandry

Aleksandra, 43 lata – żona i mama, która walczy każdego dnia

Moja historia z miastenią gravis trwa już 18 lat, choć pierwsze objawy pojawiły się znacznie wcześniej. Byłam wiecznie zmęczona, śpiąca, a otoczenie często odbierało mnie jako osobę leniwą. Długo szukałam przyczyny swojego stanu – diagnostyka trwała aż półtora roku. W końcu usłyszałam diagnozę: miastenia gravis.

Na początku odpowiednie leki pozwoliły mi wrócić do względnej normalności. Niestety, nie trwało to długo. Tradycyjne leczenie farmakologiczne przestało wystarczać. Obecnie, raz lub nawet dwa razy w roku, potrzebuję dodatkowo plazmaferezy lub terapii immunoglobulinami.

Mimo tak zaawansowanego leczenia mój stan zdrowia wciąż jest daleki od oczekiwanego. Codzienne czynności sprawiają mi ogromną trudność – potrzebuję 3-godzinnych drzemek w ciągu dnia, a nocą korzystam z respiratora. Cierpię na zawroty głowy, upadki, światłowstręt i wiele innych objawów, które znacząco utrudniają mi życie.

Dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół staram się funkcjonować jak najbardziej normalnie. Jestem mamą i muszę walczyć – dla moich dzieci. Pomimo wszystkich trudności nie poddaję się i każdego dnia staram się zachować optymizm. „Mimo trudności, staram się zachować optymizm. Każdy dzień to nowa walka, ale nie poddaję się.”

Miastenia nauczyła mnie wytrwałości i determinacji. Wsparcie bliskich dodaje mi sił do dalszej walki. Każdy dzień jest wyzwaniem, ale jednocześnie dowodem na to, jak silną osobą mogę być. Dziękuję również Stowarzyszeniu „Kameleon” – tutaj czuję się zrozumiana i wiem, że nie jestem sama.

Z całego serca,
Aleksandra ❤️

Historia Joanny

Joanna, 48 lat – kobieta pełna determinacji i siły

Moja historia z miastenią zaczęła się po urodzeniu drugiego dziecka. Zaczęłam zauważać dziwne symptomy – osłabienie, problemy z chodzeniem, podwójne widzenie. Na początku bagatelizowałam to wszystko, myśląc, że to po prostu skutek intensywnego wysiłku – próbowałam przecież schudnąć po ciąży i dużo ćwiczyłam. Wydawało mi się, że to normalne zmęczenie.

Gdy jednak trudności stawały się coraz bardziej uciążliwe, nie mogłam już dłużej udawać, że nic się nie dzieje. Po konsultacji z neurologiem trafiłam natychmiast do szpitala. Po serii badań postawiono diagnozę CIDP. Rozpoczęte leczenie miało pomóc, ale paradoksalnie spowodowało, że całkowicie przestałam chodzić. To był dla mnie ogromny szok – kobieta, która zawsze prowadziła aktywne życie, nagle stała się całkowicie zależna od innych. Strach i bezradność były wtedy nie do opisania.

Mimo załamania nie poddałam się. Zaczęłam walczyć – szukałam pomocy wszędzie, gdzie tylko się dało. Po wielu miesiącach pełnych niepewności i bólu trafiłam do innego szpitala, gdzie wreszcie usłyszałam właściwą diagnozę: miastenia gravis. Ta wiadomość zmieniła moje życie na zawsze, ale jednocześnie dała mi jasność i nadzieję na odpowiednie leczenie.

Przez te wszystkie lata nauczyłam się bardzo wiele. Wiem już, że stres potrafi błyskawicznie uaktywnić objawy – to mój największy wróg. Nauczyłam się też, że planowanie jest trudne, bo to miastenia dyktuje rytm mojego dnia. Nie zawsze mogę przewidzieć, jak będę się czuła za godzinę, a co dopiero za cały dzień.

Ale mimo wszystko nie tracę ducha walki. Staram się żyć najpełniej, jak potrafię – dla siebie, dla dzieci, dla rodziny. Każdego dnia uczę się na nowo cierpliwości i wdzięczności za małe sukcesy. Dziękuję wszystkim, którzy są przy mnie, oraz Stowarzyszeniu „Kameleon” – tutaj czuję się zrozumiana i wiem, że nie jestem sama w tej walce.

Z całego serca,
Joanna ❤️

Historia Darii

Daria, 41 lat – samotna mama dwójki dzieci, która zamieniła rozpacz w siłę

Moja historia z miastenią gravis zaczęła się w wieku 35 lat, podczas wymarzonego urlopu na Zanzibarze. Ten wyjazd, który miał być najpiękniejszym czasem w życiu, zamienił się w koszmar. Nagle przestałam chodzić, mówić, miałam ogromne problemy z połykaniem. To był początek walki o każdy oddech i każdy krok.

Od tamtej pory spędziłam w szpitalu ponad 30 pobytów. Dziś jestem samotną mamą dwójki dzieci (w tym niepełnoletniej córki), którą wychowuję zupełnie sama. Miastenia zabrała mi bardzo wiele – małżeństwo, zdrowie, beztroskę – ale nie zabrała mi chęci do życia i do walki.

Codziennie toczę batalię o podstawowe czynności: wstanie z łóżka, umycie zębów, przygotowanie śniadania dla dzieci. Regularnie jeżdżę na fizjoterapię oddechową i ruchową, w nocy śpię podłączona do nieinwazyjnego respiratora, a w ciągu dnia połykam ponad 20 tabletek. Objawy nasilają się po każdym wysiłku i wraz z upływem dnia.

Mimo to nie poddałam się. Choroba nauczyła mnie, że nawet w najtrudniejszych chwilach można znaleźć sens i siłę. Dlatego od kilku lat aktywnie działam w Stowarzyszeniu „Kameleon” – zajmuję się marketingiem, prowadzę media społecznościowe, tworzę grafiki, piszę posty i pomagam organizować wydarzenia. To moja forma terapii i sposób, żeby pokazać innym: „skoro ja daję radę, to Ty też dasz”.

„Miastenia zabrała mi dużo, ale dała też coś bezcennego: świadomość, że potrafię być silniejsza, niż kiedykolwiek myślałam, i że moja historia może dawać nadzieję innym.”

Dziękuję wszystkim, którzy są przy mnie – szczególnie moim dzieciom i całej rodzinie „Kameleona”. To Wy dodajecie mi skrzydeł, nawet wtedy, gdy mięśnie odmawiają posłuszeństwa.

Z całego serca,
Daria ❤️

Historia Doroty

Dorota, 45 lat – kobieta, która mimo wszystko stara się żyć pełnią życia

Na co dzień staram się dbać o siebie, choć los postawił przede mną wiele przeciwności. Wszystko zaczęło się od ciągłego, uporczywego bólu kręgosłupa lędźwiowego. Neurolog skierował mnie do neurochirurga, który po badaniach stwierdził, że operacja nie jest potrzebna i zasugerował powrót do neurologa z podejrzeniem miastenii.

Objawy szybko się nasilały: opadające powieki, ciągłe zmęczenie, słabsza mowa podczas dłuższych rozmów, bóle nóg, trudności z wchodzeniem po schodach i bóle całego ciała. Codzienne czynności, takie jak zwykłe sprzątanie mieszkania, stały się dla mnie ogromnym wyzwaniem – po prostu brakowało mi siły.

Diagnoza miastenii gravis całkowicie zmieniła moje życie. Choroba zmusiła mnie do rezygnacji z pracy, której bardzo kochałam. Miastenia gravis to autoimmunologiczna choroba, w której przeciwciała atakują receptory w mięśniach, prowadząc do ich osłabienia i szybkiego zmęczenia. To sprawia, że nawet najprostsze czynności mogą stać się prawdziwym wyzwaniem.

Często czuję się bezsilna, ale nie poddaję się. Staram się znajdować radość w małych rzeczach, doceniać każdy dzień, w którym mam trochę więcej siły. Dziękuję rodzinie i przyjaciołom za wsparcie, a także Stowarzyszeniu „Kameleon” – tutaj czuję, że nie jestem sama, że są ludzie, którzy naprawdę rozumieją, co przechodzę.

Z całego serca,
Dorota ❤️