Historia Anny
Anna, 52 lata – żona, mama trójki dzieci i prawdziwa wojowniczka
Anna Wolska od 17 lat zmaga się z miastenią gravis. Objawy pojawiły się już po urodzeniu trzeciego syna: zmęczenie, podwójne widzenie, zawroty głowy i osłabienie mięśni. Przez długi czas lekarze bagatelizowali jej dolegliwości – słyszała, że „przesadza”, że „to po prostu zmęczenie młodej mamy”. Często oskarżano ją o symulację, nawet w najbliższej rodzinie.
Dziś, z perspektywy czasu, Anna mówi wprost:
„Najtrudniejsze nie jest samo chorowanie – najtrudniejsze jest ciągłe udowadnianie, że naprawdę jest się chorym.”
Jej życie toczy się od kryzysu do kryzysu. Mimo stosowania leków, plazmaferez i immunoglobulin, choroba jest niestabilna. Coraz trudniej jej prowadzić auto z automatem, podnosić zakupy, a nawet długo stać przy garach. Mimo to stara się funkcjonować jak najbardziej normalnie – dla męża, dla dzieci, dla siebie.
„Mimo leczenia, nie doświadczam dłuższej remisji. Co jakiś czas ląduję w szpitalu, bo w przypływie wydaje się, że jestem już całkiem zdrowa… i wtedy choroba szybko sprowadza mnie na ziemię.”
Anna głośno mówi o tym, co boli najbardziej:
• horrendalnie drogie leki
• brak stabilności i przewidywalności choroby
• samotność w chorobie, bo „z zewnątrz wszystko wygląda OK”
• ciągłe tłumaczenie się w urzędach, w pracy, wśród znajomych
Przez swoje doświadczenia Anna wspiera dziś inne chore kobiety.
„Chcę, żeby nikt nie czuł się tak samotny i niezrozumiany jak ja na początku. Miastenia to nie tylko walka z ciałem – to walka o godność i prawo do bycia traktowanym poważnie.”
Anna działa w Stowarzyszeniu „Kameleon”, pomaga organizować budżet, dzieli się wiedzą i doświadczeniem.
„Jeśli choć jedna osoba dzięki mojej historii poczuje się mniej sama – to już warto było o tym opowiedzieć.”
Z całego serca,
Anna ❤️